Friday, 4 April 2008

Wyspy - Tajlandia (Polski)

Nasze planowany powrot przesunelismy o 2 tygodnie ale nie moglismy wrocic do pracy bez poleniuchowania pare dni na wyspach na pld Tajlandii.

Kao Samui – uwazana jest za urocza wyspe i popularna wsrod turystow ale dla nas byla rozczarowaniem. Wybralismy Chaweng beach – jedna z najbardziej piaszczystych plaz na wyspie i pewnie dlatego tak zabudowana. Przez kilometry wzdluz plazy ciagna sie roznej klasy osrodki wczasowe i droga z mnostwem sklepikow, restauracji i barow. Kanalizacja nie radzi sobie z tak duzo iloscia osrodkow i ze studzienek czesto dochodzi nieprzyjemny odor. Po 6 miesiacach zdala od masy turystow nie potrafilismy sie tam znalesc i wyjechalismy po 3 nocach na Phi Phi.

Phi Phi – czesto zastanawialismy sie czy nam sie bedzie podobac i jak bedzie wygladac, bylismy tu 10 lat temu zanim wyspa zostala zniszczona przez tsunami w 2004. No i sie podobalo a 9 dni przelecialo blyskawicznie. Co sie zmienilo – ceny poszly mocno w gore, zniknely palmy i powstalo duzo nowych hoteli ale dalej wyspa jest mekka dla mlodych turystow (sr wieku to 20, wiec czulismy sie jak dziadkowie). Mnostwo tu tatoo salonow, ktore na brak powodzenia nie narzekaja. Wszedzie sprzedaja nalesniki z bananami i ananasami – jak za starych czasow. Mnostwo lodzi oferujacych snorkling wyprawy na pobliskie rafy.

My bezczynie za dlugo posiedziec nie moglismy – rano spedzalismy na roznych plazach a po poludniu chodzilismy na 90min yoge – fajnie bylo bo na swiezym powietrzy, na dachu hoteliku z widokiem na morze i zach slonca, ale po 6 miesiacach nie rozciagania sie bolaly nas wszystkie miesnie. Bylismy troche chyba nadgorliwi bo nie opuscilismy zadnej yogi i zjakiegos powodu nazywali nas ‘active couple’ (aktywna para) i jak tylko przychodzilismy to sie pytali – to co tam aktywna para dzis robila?


A nam sie wydawalo, ze my nic nie robimy bo tylko raz wybralismy sie na wspinaczke po skalach – wlezlismy na 22m i 25m – na wiecej wejsc sil nam nie starczylo. Wspinanie wyglada latwo z ziemi ale to tylko pozory


Michal tylko raz pojechal na snorkling wycieczke – duzo raf zostalo zniszczonych przez tsunami wiec nie sa az tak okazale jak kiedys. Ja z moja choroba morska i nieumiejaca plywac bylam szczesliwa na ladzie i nie ciagnelo mnie do wody. Na prom kupilam tabletki na chorobe morska no i dzialaja, tak mnie usypiaja, ze po zjedzeniu przez 2 dni nie moge sie obudzic i tak spie, ze nie przeszkadza mi kolysanie

Wybralismy sie tez kajakiem na malpia plaze (na plazy jest pelno malp i trzeba mocno uwazac, gdyz zabieraja wszystko co potrafia uniesc), jest tam tez nawet fajna rafa. Ja sportowalam nowa mode – w kamizelce ratunkowej i masce lezalam na wodzie a Michal mnie holowal – niezly ubaw mieli ludzie na plazy z naszego plywania, ale co zrobic jak sie plywac nie umie a rybki i rafe chce sie zobaczyc.

Kiedys wspielismy sie na punkt widokowy – mamy zdjecie z tego samego miejsca sprzed 10 lat wiec ciekawie bedzie porownac je po powrocie do domu

Nasza ulubiona plaza byla Long Beach (dluga plaza) – 30min przez gore i las ale mniej ludzi i fajniejsza woda. Tu tez Michal ambitnie staral sie mnie nauczyc plywac no i jak do tej pory to udalo mi sie 21 zabek ale z jakiegos nieznanego powodu tylko w lewa strone, jak probowalam plynac w prawo to max 4 zabki – dziwne. Jedno jest pewne – ja zdecydowanie wole lad niz H2O, Michal uwielbia wode


Phuket – po 2 godz na kolyszacym promie przyplynelismy z Phi Phi do Phuketu (najwiekszej wyspy w Tajlandii). Nasze ostatnie 2 dni wakacji spedzamy w osrodku na Bang Tao plazy – zaczelo sie interesujaco gdyz kierowca nie mowiacy slowa po angielsku zawiozl nas do kompletnie innego osrodka, a jak my odmowilismy wysiasc wtedy zaczal pytac sie o droge i wreszcie dowiozl nas tam gdzie trzeba. Osrodek jest super, odmiana od tanich hoteli w jakich zazwyczaj mieszkalismy, odwyklismy od takich luksusow. Po poludnie spedzilismy wylegujac sie na lezakach na plazy. Wieczorem wylaczyli swiatlo na pare godz – zrobilo sie nastrojowo, obiad przy swieczkach na plazy, przepyszne curry z krewetkami.

Wynajelismy motor i wybralismy sie na przejazdzke po wyspie a wlasciwie prawde powiedziawszy pojechalismy zobaczyc osrodek sportowy, gdzie mozna przyjechac na oboz treningowy – Michal troche o nim czytal wiec chcielismy zobaczyc jak wyglada w rzeczywistosci.

Dzis jestemy juz w Bangkoku i za pare dni powrot do Londynu. Przerazajacy jest mysl, ze znow trzeba wrocic do pracy, zamienic klapki na buty a spodenki na garnitur. Ale wszystko co dobre to sie szybko konczy - nasza 6 miesieczna podroz dobiegaja konca.

2 comments:

Daphne said...

Hello - last few days before your return back to London. Just to warn you that we had snow on Sunday!!! The forecast for the next days is not that good!!!!

Have a lovely trip back.
Daphne

EwaBK said...

Kochani - dzieki za tekst i zdjecia, teraz juz czekam na wiesci z Londynu. Usciski. m.