Tuesday, 10 February 2015

Lanzarote 2015/02


Relacja z poprzedniego wyjazdu 2014

Podobnie jak w zeszłym roku, tak i w tym wybraliśmy się do Lanzarote, aby spędzić ferie zimowe w rodzinnym gronie i sportowej atmosferze.

IMG_3312
Jest ona jedną z Wysp Kanaryjskich, stanowi część Hiszpanii, ale geograficznie ich terytorium zalicza się do Afryki. Klimat jest tu łagodny, temperatury roczne wahają się w granicach 17–23°C. Nam przyszło doświadczać „mrozów” rzędu nawet 16°C, „cieszyć się” często zachmurzonym niebem i być smaganymi wiatrami od oceanu, czyli z każdej możliwej strony. 
Zatrzymaliśmy się w klubie La Santa, znajdującym na północnym wybrzeżu wyspy w jej środkowej części. Klub ten jest kompleksem sportowo-rekreacyjnym oferującym przybyłym szeroki wachlarz typów aktywności fizycznej, jak również bardzo dobrze wyposażoną bazę. Można biegać, uprawiać triathlon, pływać na desce, chodzić na zumbę, jogę, pilates i stretching, grać w piłkę, koszykówkę, badmintona, tenisa i softball, jak również zająć się wieloma innymi formami ruchu samodzielnie lub pod okiem instruktorów.

Sobota
Zakwaterowawszy się w naszym apartamencie z widokiem na skały wulkaniczne, ocean oraz akwen do windsurfingu i innych sportów wodnych, zjedliśmy po sałatce, a zegar pokazywał, że niewiele czasu zostało Słoniowi i Umie do pierwszego startu w barwach KB Goch w 2015 roku. Do wyboru były dwa dystanse: 5 i 10 km. Trasę stanowiła pięciokilometrowa pętla wokół klubu z nawrotem w miejscowości La Santa. Na starcie spotkali oni „starych znajomych” z pobytu w 2014 roku. I tak jak rok temu, pierwszy na mecie zameldował się Anthony z Wlk. Brytanii. Na pokonanie 10 km potrzebował on 36 minut i 23 sekundy. Drugie miejsce przypadło Słoniowi (39:23), z kolei Uma ukończył 5 km na pierwszym miejscu w czasie 20:05.


Niedziela
Drugi dzień pobytu był dniem wolnym od uczestnictwa w jakichkolwiek zawodach, aczkolwiek oznaczać to nie mogło w żadnym razie, że spędzonym w pozycji horyzontalnej. Słoń przejechał sobie 70 km rowerem, a pozostali udali się na targ w Teguise, który jest jedną z największych atrakcji, jakie wyspa ma do zaoferowania.
W niedzielne przedpołudnia wąskie uliczki zatarasowywane są straganami oferującymi biżuterię z lawy wulkanicznej, pasmanterię, wino z pobliskich winnic, lokalne rękodzieło oraz import z Afryki, niemieckie piwo i wurst, a także miejscowe przysmaki. Tłumy ludzi przeciskają się pomiędzy stoiskami i stolikami licznych kafejek i restauracji, kicz miesza się z południowym temperamentem w rytm muzyki wykonywanej na żywo i płynącej z głośników, a wokół rozbrzmiewa hiszpański, angielski, francuski, niemiecki, polski, duński i wiele innych języków.
Popołudnie minęło na squashu, stepie i technikach relaksacyjnych. Była to cisza przed poniedziałkową burzą…


Poniedziałek
Słoń rozpoczął krzątaninę na długo przed wschodem słońca, a śniadanie stanowiło pretekst do ustalenia strategii i koordynacji działań na najbardziej sportowy dzień całego pobytu w La Santa.
O 7:45 przy linii startu zjawili się zawodnicy zdecydowani wziąć udział w duathlonie (bieg 2,5 km – rower 14,6 km – bieg 2,5 km). Pośród zgromadzonych były dwa teamy o nazwie kolejno Klub Biegacza Goch I (Ola w biegówkach i Słoń w kasku) i Klub Biegacza Goch II (Uma w biegówkach i Włodziu oparty o ramę roweru). Zarówno osoby startujące indywidualnie, jak i biegacze poszczególnych teamów, wyruszyli oni na trasę ze startu wspólnego.
Najszybszym zawodnikiem na bardzo wietrznej (jakimś cudem zawsze było pod wiatr) i pagórkowatej trasie był Anders z Danii uzyskując czas 51:27 (09:22-32:04-10:02). W klasyfikacji teamów pierwsze miejsce zajął KB Goch I w czasie łącznym 56:51 (13:52-28:11-14:49), a na trzecim miejscu uplasował się KB Goch II, któremu na pokonanie trasy potrzebne było 59:55 (08:49-42:04-09:02). Duch olimpizmu zwyciężył, nie liczyło się to, że niektórym chciało się rzygać, inni dorobili się odcisków albo musieli od nowa uczyć się chodzić, to jednak postawa i zaangażowanie były cechami godnymi naśladowania.

Wczesnym popołudniem pod czujnym okiem Oli Marysia wzięła udział w Play Time Olympic Day.
Bez taryfy ulgowej ze strony coacha, nasza młoda zawodniczka zaprezentowała ducha olimpizmu rzucając piłką, skacząc w dal, finiszując na mecie sprintu i dystansu 400 metrów. Uśmiech na twarzy, medal na piersiach i dyplom w dłoniach dowodzić mogą jedynie satysfakcji, jaką nasza juniorka odczuwała po ceremonii.

W tym samym czasie team Klub Biegacza Goch w składzie Słoń i Uma wziął udział w aquathlonie. 200 metrów w wodzie i 3 kilometry wokół La Santy najszybciej pokonał Bill z Wlk. Brytanii uzyskując wynik 15:53 (03:25-12:29), a po nim na linię mety wbiegł zwycięski w klasyfikacji zespołowej KB Goch w czasie 16:54 (04:02-12:52). Popołudnie i wieczór minęły na udziale w lekcjach hula hoop, AB attack, pływania i dynamicznej jogi, a zwieńczeniem był coponiedziałkowy show przygotowany przez instruktorów Green Team…

Wtorek
Powtórka z rozrywki. Wczesna pobudka, śniadanko i zbiórka za kwadrans ósma na starcie do półmaratonu (trzy pętle po 7 km). Wszyscy uczestnicy zwarci i gotowi, uzbrojeni w chipy i do startu – gotowi – start!!!
Od samego początku na prowadzenie wysunął się Michał, którego też i nie oddał do końca. Rywalizacja nie była zbyt zacięta, a każda z osób na trasie zmagać musiała się z wiatrem, podbiegami, na których był on zawsze czołowy, no i z samym sobą.

Większość zawodniczek i zawodników zdecydowała się przebiec jedynie jedną lub dwie pętle. Trzy pętle pokonało jedynie czterech biegaczy. Pierwszy przekroczył linię mety Michael Goch (1:27:29), drugi – Daniel Goch (1:30:08), trzeci – Anders z Danii (1:36:23), a czwarty – John z Wlk. Brytanii.

Popołudnie spędziliśmy regenerując się i jeżdżąc rowerami po okolicy. Wiatr od strony oceanu zatrzymywał nas niemalże całkowicie na zjazdach, ale na szczęście przy podjazdach zdawał się być naszym sprzymierzeńcem.

Obiad zjedliśmy w Caleta de Famara w restauracji z widokiem na plażę, na której wywieszone były czerwone flagi, co oznaczało, że miłośnicy różnych odmian surfingu musieli zrobić sobie wolne popołudnie…


Środa
Dzień świstaka. Wczesna pobudka, śniadanko i na start. Tym razem triathlon. KB Goch w składzie Michał i Daniel stawił się niezawodnie przy basenie na odprawie punktualnie o 7:45. Podział obowiązków był taki sam jak w poprzednim roku: 400 m w wodzie i 14,6 km pedałowania należało do Słonia, a 4,5 km miała przebiec Uma.

Biorąc pod uwagę intensywność kilku ostatnich dni nie poszło źle. Straty po pływaniu (8:08) do pierwszych trzech zawodników startujących indywidualnie nie udało się zniwelować, ale po dobrym występie Słonia na rowerze (28:23) i wyprzedzeniu kilku rywali, udało się KB Goch wyruszyć na trasę biegu na czwartym miejscu, którego nie oddali do mety (17:58), zajmując tym samym pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej.

Gdy gorączka rywalizacji opadła, Agata z Włodziem pojechali wspiąć się na pobliski krater, Słonik wybrał się popedałować po okolicy, a Ola, Marysia i Daniel podjechali rowerami do kawiarni w La Sancie, gdzie wszyscy spotkali się by wypić sok i zjeść małe co nieco. Później ekipa rozdzieliła się: część poszła się „relax and unwind”, a część rzuciła się do wymiany ciosów piłeczką do squasha. Potem jeszcze wieczorny truchcik, kolacja i dzień się skończył…

Czwartek
Coś się zmieniło i choć widok za oknem był ten sam, to dnia świstaka nie było. Słonik nie zaczął się krzątać po kiblu i kuchni o 6:00, co też oznaczało, że czas rywalizacji w porannych zawodach już minął. Idąc na TRX Suspension Training, Marysia została w przedszkolu, a my poszliśmy ponaciągać się po „spadochroniarsku”.
Około południa Słonik i Uma wsiedli na rowery i popedałowali przez Tinajo i Timanfayę do El Golfo. Rozpogodziło się i ociepliło, co sprawiło, że przejechanie 32 km nie nastręczyło większych trudności. W tym samym czasie reszta ekipy pojechała na postój wielbłądów na zboczu Timanfayi, gdzie Marysia, Agata i Ola dołączyły do karawany wielbłądów.

Małą tradycją pobytu w Lanzarote jest wyprawa do malowniczo położonej restauracji Costa Azul. Pogoda zrobiła się na miarę stereotypu o Wyspach Kanaryjskich – wyszło słonko, chmury rozstąpiły się, fale rozbijały się o kamienie poniżej naszego stolika, na którego środku królował pyszny halibut.

Powrót samochodem po wizycie nad malowniczym jeziorem El Golfo and Los Hervidos w tlumaczeniu "wrzace wody" przebiegł bez zakłóceń, czego nie da się powiedzieć o powrocie rowerami. 

Rozpoczęło się od niemal pionowego kilometrowego podjazdu pod wiatr, po czym nastąpiło kolejne 10 km pod wiatr i głównie górę do Yayza, aż w końcu pięciokilometrowy podjazd pod Timanfayę (wiatr oczywiście czołowy), no i tylko 15 km z przewagą odcinków płaskich i zjazdów do La Santy. Ażeby oddać „Mein Kampf” Umichy, to najcelniej zilustrują to liczby: 64 km przejechane przez Umę i 74 km - przez Słonika (wszystkie nawrotki, rundki na rondzie itepe), aż w końcu wymiękł i z Tinajo pojechał już bez oglądania się wstecz. Umichy życiówka kilometrażowa rowerem w skali dnia wypadła co najwyżej blado biorąc pod uwagę fakt, że w…



Piątek
Słonik pojechał sobie pojeździć rowerem i coby zilustrować to cyfrą, to było to 106 km. Słonisia i Uma spotkali się z nim w Caleta de Famara, co zaowocowało odkryciem kafejek dwóch serwujących tanie i smaczne kanapki, co wespół ze sklepem w Soo stanowi tańszą i smaczniejszą alternatywę dla La Santy.
W tym samym czasie nastąpiły zakończone sukcesem testy polegające na przesadzeniu Marysi na rower o rozmiar większy, co ma zaowocować nowym rowerem na wiosnę. Reszta dnia minęła na uczestnictwie w „latającej” jodze, joggingu, pływaniu i pilates.
Marysia przedpołudnie spędziła w przedszkolu, gdzie stworzyła artystyczną wizję pt.: „Moje psy: Perełka i Saba”, a popołudniu zasmakowała w zaistnieniu w świecie kucharzy po udziale w programie „Pan Cake”.
Jest wieczór, Marysia śpiewa „Pana Andrzeja” z Arką Noego, a na patelni jest kolejny Pan Cake. Jutro…


Sobota

i wylot do Londynu o 17:25. Ale zanim to nastąpi, czekają nas ostatnie lekcje jogi i mały jogging. Potem jeszcze tradycyjny wypad do restauracji Balcón de Femes, kurs na aeropuerto w Arrecife i odlot do Londynu. A od jutra pogoda ma się poprawić i być zgodna ze stereotypową na jej temat opinią. Może następnym razem stereotyp ten zbiegnie się z naszym pobytem…



Summa summarum:
10 km – Michał (39:23)
5 km – Daniel (20:05)
Duathlon – KB Goch I (56:51): Ola (bieg – 2 x 2,5 km) i Michał (rower – 14,6 km)
Duathlon – KB Goch II (59:55): Daniel (bieg – 2 x 2,5 km) i Włodziu (rower – 14,6)
Aquathlon – KB Goch (16:54): Michał (pływanie – 200 m) i Daniel (bieg – 3 km)
Półmaraton – Michał (1:27:29) i Daniel (1:30:08)
Triathlon – KB Goch (54:28): Michał (pływanie – 400 m i rower – 14,6 km) i Daniel (bieg – 4,5 km)
Punkty do rankingu klubowego:
Michał: 133
Daniel: 140
:)

1 comment:

Alekssandra Travel said...

Swietny blog .Zapraszam do siebie alekssandra-travel.blogspot.com