Saturday, 22 December 2007

Patagonia - Part 1

We’ve just finished our Patagonia trip which took us almost 3 weeks. This time we traveled as part of an organized tour managed by an Australian company Tucan Travel. We were in a small group of 11 people and had quite a lot of freedom to do the activities we wanted at our own pace, which was great. It was strange at first to travel in a group and not have to worry about accommodation and transport, but we had a great time and it would have been difficult on our own to see all the places we went to.


The trip started at the furthest southern town in the world – Ushuaia. What used to be a frontier type of place is now a pleasant and quite a touristy place. Most people are attracted there as a departure point for a trip to Antarctica, but there are also opportunities to see sea lion and penguin colonies, take a trip across the Beagle Channel made famous by Charles Darwin, visit the Tierra del Fuego national park or even climb to the top of a nearby glacier.




After spending 3 nights in Ushuaia we made our way North across Tierra del Fuego (The Land of Fire), crossing the Magellan Strait and stopping at Rio Grande. Rio Grande is a frontier town and an old air base, which was used heavily during the Falklands war. There are numerous memorials as a reminder of the war and all the maps show Falklands as part of Argentina. Needles to say we tried not to mention the war to any locals.
From Rio Grande we crossed the boarder into Chile, stopped for lunch at a penguin colony and arrived at Puento Arenas – a small duty free port located on the shores of the Magellan Strait.



Leaving Rio Grande early in the morning we headed for 3 nights of camping in the Torres del Paine (The Blue Towers) national park. The park is quite spectacular (and quite enormous) and offers endless walks, boat trips, horse riding and plenty of opportunities to see native wildlife including Guanacos, Condors, Eagles, Falcons and not so native Skunks. The camping was great fun despite fairly cold weather the notorious Patagonian wind and the days were packed with activities leaving evenings to drink wine and unwind.








After leaving Torres del Paine we took a long drive through the dry and windy Patagonian plains stopping on the way for some wine tasting at Laguna Azules and stopping overnight at Puerto Natales.



Puerto Natales is a small town with only a few houses and not much to do so the wine tasting continued though the afternoon and into the early hours. It wasn’t easy getting up the next morning especially as it was another long drive day, but the thought of one of the best steaks in Patagonia on arrival at El Calafate kept us on track.

El Calafate is a fairly modern and touristy town and the base to visit the magnificent Perito Moreno Glacier. The next morning we took an organized trip to see the glacier. I had great expectations of this day having read quite a bit about the glacier on the internet, but the view of the glacier was beyond all expectations. The glacier is a part of the glaciers national park – the 3rd largest mass of ice on Earth (after Antarctica and Greenland) and is one of the few glaciers with in balance, meaning that the the growth of the ice is equal the loss due to melting. The glacier moves on average 1.5m per day and during the day huge chunks of ice calve into the lake. Approximately every 3 years the pressure of the water between the two lakes causes a huge breakage of a part of the glacier.



The second part of the trip coming soon in the next update ...

Tuesday, 18 December 2007

Patagonia - 3 tydzien (Polski)




Nasza zorganizowana wycieczka dobiegla konca – znow trzeba przestawic sie na jezyk migowy i zaczac myslec.

BARILOCHE – polozone w Argentynie w krainie jezior, siedziba emigrantow z Szwajcarii/Australii co widac po na kazdym kroku (prawie jak w Alpach) – drewniane domki, mnostwo sklepikow z czekoladkami polozone nad jeziorem otoczonym gorami porosnietymi sosnami z bialymi szczytami. Droga do Bariloche byla jak do tej pory najbadziej dech zapierajaca – przydrozne rowy i laki porosniete sa fioletowym lubinem, ktory wygladal przepieknie w sloncu. Michal wybral sie na polow pstraga – niestety nic nie zlapal, udalo sie to tylko jednej osobie z naszej grupy.

PUCON w Chile – piekna mala miejscowosc z mnostwem restauracji, sklepow ze sprzetem sportowym i biur turystycznych. Mieszkalismy w apartamentach z wlasna kuchnia w pokoju (najlepsze mieszkanie jak do tej pory) – wiec przez 2 noce delektowalismy sie domowymi obiadkami. Spedzilismy tu 3 noce (2 dni). Nad miastem goruja wulkany pokryte sniegiem ziejace dymemy (jak kominy).
W pierwszy dzien wspinalismy sie na wulkan Villarica 2.800 mnpm – na druga czesc wspinaczki musielismy zakladac raki na buty. Na wyprawe dali nam specialne buty nieprzemakalne, spodnie, bluzy, raki, toporki do lodu i kaski – wygladalismy jak wycieczka ze szkoly w mundurkach. Krater – gleboka dziura z ktorej unosi sie dym, slychac jak sie cos bulgocze w sroku. Lawy niestety nie widzielismy – przestala leciec jakis miesiac temu ale mowia ze wkrotce zacznie bo wulkan sie robi glosnawy. Zejscie bylo najlepsze – zjezdzalo sie w dol po sniegu na tylku – predkosc zjazdu regulowalo toporkiem. Wyprawa na wulkan byla zdecydowanie najlepsza wyprawa podczas tego wyjazdu – w polowie tylek bolal i malo nam nie odmarzl ale smiechu i ubawu bylo mnostwo.
W drugi dzien rano ja pojechalam na sply pontonem po rzece z kaskadami i malymi wodospadami – zbytnio nie wiem jak sie dalam na to namowic, gdyz plywac nie umie i wody sie boje. Odwazylam sie nawet skakac z kamienia do glebokiej wody (mielismy wszyscy kamizelki) ale tak bylam zestresowana ze jak wyplynelam na powierzchnie to dalej mialam oczy zamkniete i wstrzymany oddech (wszyscy mieli ubaw z tego). Michal w tym czasie poszedl jezdzic sobie na rowerze gorskim (82km). Po poludniu razem poszlismy na rower (40km) razem z chlopakiem od nas z grupy. Niestety w polowie drogi koledze odpadlo pedalo wiec jechal na rowerze pedalujac jedna noga przez prawie 5km po zwirze. Na glownej drodze (19km) Michal znalazl jakis sznurek i przyczpil kolege do siebie – wygladali jak smieszny tandem ale zasuwali calkiem szybko takze nie moglam za nimi nadazyc (moje wytlumaczenie bylo ze oni pedalowali 3 nogami a ja tylko 2).
Wczoraj byla ostatnia noc naszej wycieczki - spedzilismy ja w Santiago. Dzis jestemy w Mendozie w Argentynie – kraina winiarni. Jutro idziemy sie rozejrzec po miescie - moze tu spedzimy swieta. Odezwiemy sie przed swietami ......

Thursday, 13 December 2007

Patagonia - 2 tydzien (Polski)


Od tygodni przemieszczmy sie co pare nocy wiec mamy wprawe w pakowaniu plecakow – juz idzie nam to szybko i sprawnie. Michal ciagle zafascynowany jest stekami (duze i smaczne), wino tanie. Lazienki tu maja dziwne ustawienie – czesto prysznic i toaleta sa razem za zaslona prysznica wiec nie ma szans by wziac prysznic i nie zmoczyc papieru.

PUERTO NATALES - po 3 dniach wloczenia sie po Torres del Paine, spania na kampingu w namiocie na materacu, z ktorego ciagle uciekalo powietrze wrocilismy do cywilizacji - male miasteczko utrzymujace sie glownie z turystow zatrzymujacych sie w drodze do Torres del Paine (parku narodowego). Bylo fajnie ale zimno – lato dopiero sie zaczyna wiec nie ma sie co dziwic.

LODOWIEC PERITO MORENO – baza do zwiedzania bylo El Calafate – urocze turystyczne miasteczko z mnostwem pieknych restauracyjek i sklepikow z pamiatkami. Mieszkalismy w super hotelu z kuchnia wiec po raz pierwszy od dlugiego czasu ugotowalismy sobie kolacje – mala przerwa od ciaglego jadania w restauracjach. Lodowiec Moreno jest jeden z 3 nietopiejacych lodowcow – 30km dlugosci, 5km szerokosci, 60m wysokosci. Widzielismy dosc duzy kawalek lodowca odlamujacy sie i wpadajacy do jeziora – huk przypomina lecacy helikopter. Dziennie przesuwa sie okolo 2m.

FITZ ROY – czesc lodowcowego narodowego parku – najwyzszy szczyt ma 3,128 m. Zatrzymalismy sie w El Chalten – malenka miejscowosc polozona w dolinie, ktora stara sie zmienic z dziury w oaze turystyczna – w poblizu nic nie ma poza pieknymi widokami i gorami. Tu po raz pierwszy probowalismy sil w spinaczce po lodowcu (na zdjecciu). Po 4 godz marszu dotarlismy na lodowiec gdzie przez pare godzin lazilimy po lodzie i probowalismy sil w wspinaczce. Dziwnie sie chodzilo z rakami na butach – ciekawy wynalazek te raki ale chodzi sie inaczej np. zchodzac w dol trzeba stopy stawiac prosto a nie pod skosem jak zazwyczaj sie robi chodzac po gorach. Wlazenie na pionowa tafle lodowca wyglada znacznie latwiej w tv niz w rzeczywistosci.

Po 2 dniach jazdy przez pustynie Patagonska dotarlismy do Bariloche w krainie jezior – siedziba emigrantow szwajcarkich/austryjackich – przepiekna miejscowosc, nie do opisania krajobrazy i mnostwo sklepow z czekoladkami. Wiecej wkrotce .... Michal dzis poplynal na polow ryb na przynete - jak sie uda to bedziemy mieli pyszna kolacje zlowiona przez Michala

Thursday, 6 December 2007

Patagonia - 1 tydzien (Polski)



Patagonie postanowilismy zwiedzic w zorganozowanej grupie i jak na razie jestesmy bardzo zadowoleni – nie trzeba sie martwic o mieszkanie, dogadywac na migi i martwic sie jak dojechac. Lot malym samolotem z Buenos Aires trwal 3 godziny (3,600 km) – widoki przecudne ale troche pietra mielismy jak pare razy krecil kolka podchodzac do ladowania i kolyszac sie mocno z boku na bok. Nasza wycieczka trwa 21 dni i jedzie z Ushuaia do Santiago. Potrozujemy zolta przerobiona ciezarowka, grupa liczy 11 osob (3 starsze osoby, reszta w naszym wieku) – jest zabawnie i jak na razie bezkonfliktowo.

USHUAIA w Argentynie (3 dni) – najbardzie na poludnie wysuniete miasto na swiecie, skad wyrusza wiekszosc wypraw na Antarktyke. Pieknie polozenie – miasto 40 tys nad oceanem otoczone gorami pokrytymi sniegiem. Przeszlismy 20km po Tierra del Fungo Parku – nadmorski park narodowy z trasami wzdluz oceanu i lasow z rzekami pelnymi bobrowych tam. Wlazilismy na maly pobliski lodowiec (Martial) – zastala nas tam wichura ze sniegiem wiec zbiegalismy w dol ile sil w nogach mielismy. Bylismy na wycieczce statkiem po Beagle zatoce – ogladalismy male pingwinki i foki.

RIO GRANDE & PUNTO ARENAS (2 dni) – jadac na poloc nocowalismy w tych dwoch miastach. Rio Grande bylo baza lotnicza podczas wojny o Falklandy. Punto Arenas jest w Chile – przyjemna mala miejscowosc ale przybylismy w niedziele wiec wszystko bylo pozamykane.

TORES DEL PAINE (3 dni) – park narodowy w tlumaczeniu Wieze Niebieskie (tak nazywa sie najwyzszy szczyt). Spedzilismy tam 3 dni na kampingu w namiotach – troche zimno ale wrazenia super. Jezdzilismy konno – poraz pierwszy w zyciu i dalej jestemy pod wrazedniem. Pelni strachu wsiedlismy na konia, jezdzilismy przez 2 godz przez pola, brzegiem jeziora, bagnem, mokradlem a potem przez las. Widoki byly super i bylismy peni podziwu dla konia. W nastepny dzien wczesnym rankiem poszlismy ogladac Tores del Paine – najwyzszy szczyt – 18km ale widok niesamowity (na zdjeciu). W nastepny dzien wiecej chodzenia do doliny Frances – 24km – wzdluz jeziora, kamieniach polodowcowych, urwiskiem, lasem – widoki przecudne ale zrobienie calego szlaku zajelo nam 7 godz i ostatnie 3km musielismy biec by zlapac ostatni prom. W ostatni dzien wyjezdzajac zatrzymalismy sie w pary widokowych miejscach i mielismi smakowanie wina w przepieknej scenerii. Nogi troche bola (nawet Michal bo nie poszedl na trening) ale warto bylo – widoki pozostana nam w pamieci na dlugo.

Jest fajnie ale czas za szybko leci i az wiezyc sie nie chce ze tydzien juz za nami. Zostala nam juz niecaly miesiac w Ameryce Poludniowej. Jeszcze troche atrakcji przed nami – park lodowcowy z Moreno lodowcem, wspinaczka na aktywny wulkan Villarrica.....

Friday, 30 November 2007

Buenos Aires


After a long bus ride from Iguaçu Falls we arrived in Buenos Aires in the morning to some really cold weather. Instead of staying on we decided to head down further South to the town of Mar del Plata. Mar del Plata is a medium size sea-side town where many Argentineans spend their summer holidays – essentially the local equivalent of our Blackpool. As it turned out the season had not started yet so the town was a little quiet with some of the restaurants and hotels still closed while the ones that were open were actually quite busy. The weather has surprised us with the temperature dropping from 37C in Iguaçu down to about 10C in Mar del Plata. I guess this was due to some very strong southerly winds blowing right through from the Antarctica, reminding us how close to the South Pole this place really is. After 3 days of walking around, doing some running and drinking good wine and eating steaks in the evening we took a bus back to Buenos Aires.
We arrived in Buenos Aires on a Friday afternoon and found out that all of the hotels that we we’re considering staying at were fully booked. After 4 hours of searching eventually we’ve managed to find a hotel for 3 nights. It first it looked like a place that may rent rooms by the hour, but it turned out to be OK, except for the moldy bathroom and the inclusive breakfast.
Buenos Aires is a big city and a very diverse one. Homeless people washing their clothing in the morning in the park fountains contrast against expensive hotels and restaurants. The city itself reminded me of Madrid, though many people like to compare it to Paris. Tango seems to be the traditional tourist attraction here and to comply with the touristy recommendations we’ve even attended a tango dinner show for 2 nights in a row. It was an interesting experience and the dancers are definitely expert (and some of them quite pretty too), but the experience is a bit touristy, although we saw quite a few local people the second time.
The city is certainly busy, certainly during rush hour and at night when the many restaurants fill up. Most people eat quite late and the restaurants don’t get busy until about 11pm, especially at weekends, so we’ve been eating steak and drinking wine till the morning hours most nights – an interesting experience, even if not particularly conductive to weight loss.
I found running to be a problem in Buenos Aires – most streets narrow and busy with people rushing around and parks outside the Palermo area are very few. On Sunday, however, the Palermo parks turn into running tracks with many people evidently trying to burn the excess calories gathered during the week from eating all the meat and all the wine drank. Last Sunday there was even a 10k race in Palermo, which I definitely would have been tempted to do if it wasn’t for the 20k that I already had run in the morning and the last of the 20 peso entry fee which I did not have on me.
Altogether we spent 7 nights in Buenos Aires, but we needed a break from the big city life so we headed to Uruguay’s capital of Montevideo for 3 nights of luxury 4 star accommodation in the middle of our Buenos Aires visit. Montevideo turned out to be a very pleasant, easy going city. Surprisingly it seemed more European than Argentina and it was a nice break from the intensity of Buenos Aires. During our stay Uruguay played Brazil in the South America world cup qualification football game, which we watched in a local pub. It was great to experience the local atmosphere with the public divided into Brazil supporters and Uruguay supporters. Unfortunately for the locals after gaining an early lead Uruguay lost 1:2, which cooled the atmosphere a little.
Overall a fantastic 10 days in Buenos Aires and Montevideo and finally we are starting to feel more relaxed and relieved of the stress and tiredness of the last few years of work and Ironman training.

We’ll be in touch soon.

Wednesday, 28 November 2007

Buenos Aires (Polski)


Buenos Aires – betonowa jungla upiekszona skwerami, parkami i pieknymi na fioletowo kwitnacymi drzewami. Centrum to glownie stara zabudowa – wysokie sufity, duze okna i male balkoniki. Komunikacja miejska jest super rozwinieta i tania, parkingi drogie a drogi szerokie i zazwyczaj jednokierunkowe – nawet w godzinach szczytu korkow nie ma. Cetrum miasta w weekendy zamiera (nie widzielismy jeszcze centrum tak duzego miasta tak opustoszalego) – sklepy sa pozamykane i poza paroma turystami i mala iloscia otwartych restauracji jest pusto. Obzerza miasta w weekendy ozywaja – skwery poza centrum przemieniaja sie w targi, z przepelnionych kafejek dochodzi muzyka a na ulicach tancza tango. Restauracje maja wiele charakteru, serwuja zazwyczaj steki i zyberka w najprzerozniejszymi dodatkami ale wieczorem zaczynaja sie zapelniac dopiero po 22 (nasze zoladki jeszcze nie przywykly do tach poznych obiadow).
Buones Aires stoi dosc wysoko w rankingu turystycznym i nie ma co sie dziwic. Miasto ma urok i fajna atmosfere. Nie ma za duzo muzea/galerii ale wkloczenie po starych ulicach ma swoj urok – kazda dzielnica jest inna.
Piszemy ten blog z Ushuaia (3650km na pld) – male miasteczko (40tys) otoczone gorami pokrytymi sniegiem. Stad wyrusza wiekszosc wypraw na Arktyke. Jutro wyruszamy na 3 tygodniowa wycieczke przez Patagonie konczaca sie w Siantiago. Jest juz po 22 a jeszcze jasno – ciekawe kiedy robi sie ciemno.

Thursday, 22 November 2007

Montevideo-Urugway (Polski)


Po 3 dniach spedzonych w Buenos Aires postanowilismy na 3 dni pojechac do Uruguayu do Montevideo. Potem wrocic na pare dni znow do Buenos Aires zamim wyruszymy na zwiedzanie Patagonii.

Montewideo okazalo sie bardzo czystym i przyjemnym miastem i odnieslismy wrazenie ze jest bardzo Europejskie. Mimo ze ma 1 mln ludnosci to ruch nie jest za duzy i mieszka sie tu przyjemnie. Jest nawet niewielka plaza ale niestety woda mocno brazowa - nie wiemy czy brudna czy zagloniona. Miasto wydaje sie bezpieczne, nie widac bezdomnych i mimo, ze na ulicach jest mnostwo straganow to ludzie nie sa natarczywi i natretni.


Ciekawy obyczaj: prawie wszyscy (mlodzi i starsi) tu chodza z termosami z ciepla woda po ulicach i pija mate. Mate to stymulant troche slabszy od kawy ale lagodniejszy dla zoladka - przypomina zielona herbate. Pije sie to w specjalnych drewnianych kubkach - przypominaja pol luski od kokosu przez metalowa slomke zakonczona siateczka.

Skusilismy sie nawet na 4* hotel - jakis taki tani znalezlismy na internecie wiec bylismy troche podejrzliwy ale okazal sie calkiem fajny w samym centrum. Mial nawet malutka silownie co uszczesliwilo Michala niesamowicie i codziennie spedzal godzine pedalujac tam na rowerze. Przyjazd tu byl dobrym pomyslem - ostatnia odrobina luksusu zanim udamy sie do Patagonii na 3 tygodnie.