Saturday, 4 April 2015

Przejazdzka czolgiem pod Moskwa - 2015/04

Słoń w tym roku znalazl wysmienitą wymowkę by wymigać się od krojenia salatki na święta - poszedł pojeżdzić czołgiem. Od jedzenia sałatki nie wymigał się tylko od robienia.


Cala akcja odbywala się 70km od Moskwy w Kubince, gdzie znajduje sie Muzeum Czolgów, posiadające kolekcje rosyjdkich czołgów oraz niemieckich pancernych samochodów.



w poblizu muzeum jest możliwość pojeżdzenia na czołgu TK55 - produkowany byl do poczatku lat 80-tych w Polsce, Czechach i ZSRR.

czolg T-55
wejście do czołgu jest małe i niezbyt wygodnie ale chudy Słoń bez problemu się przecisnął
Słoń wyglądał na mocno zadowolonego
za dodatkową opłatą można nawystrzeliś z dużym hukiem
chłopaki mieli super zabawę jeżdząc po błotku
potem było strzelanie do rzutek - wieczorem trochę barek bolał ake warto było dla tych wrazeń

Dzień był pełen wrażeń - kto wie może jak nas odwiedzicie to wybierzemy się znowu?

A na zakończenie dla upamiętnienia bardzo udanego dnia parę shotów hrinovki (wódki z chrzanem) .
hrinovka



Monday, 9 March 2015

Moskwa Zima (polski) - 2014/12

Pomysł napisania parę słów o zimie w Moskwie mamy od dawna ale jakoś tak odkładaliśmy, że prawie się zima skończyła. No więc wreszcie się zmobilizowaliśmy bo po pierwsze jednym z powodów czemu tu przyjechaliśmy była chęć przeżycia prawdziwej zimy a po drugie trzeba coś tam udokumentować by na starość było co wspominać.





Zima w tym roku zaczęła sie pod koniec listopada - a wiadomo było że nadchodzi bo zmienili nam w samochodzie opony na zimowe, takie z gwożdziami. Głosniejsze niż letnie ale na śniegu i lodzie trzymają się bardzo dobrze.

A jak zima to znaczy święta a świeta to znaczy mnóstwo kolorowych światełek, dekoracje, lodowe rzeżby no i przepiękne bąbki na choinkę. Zima była w tym roku bardzo łagodna, temperatura nie spadła poniżej -15 a śniegu nie było aż tak dużo - w parkach i pod drzewami leży jeszcze do dziś ale to dlatego z zamienił sie w lód i topi się bardzo wolno.
24 i 25 grudnia nie są dniami wolnymi od pracy ale za to 1 do 11 stycznia są wolne. Prezenty daje się w Nowy Rok, który jest wielce świętowany tutaj - zazwyczaj przygotowuje się wiele potraw i całe rodziny zasiadają razem do stołu.                      ..........................................................................................................................................................
Mausoleum Lenina na Placu Czerwonym - pod murem znajdują sie groby wybitnie zasłużonych działaczy i naukowców Państwa Radzieckiego

widok z drugiej strony na Mauzolem Lenina i widok na katedrę Św. Bazylego

Katedra Św. Bazylego
Muzeum Historii na Placu Czerwonym w Moskwie
Była siedziba KGB - Łubianka tez ma choinkę - dziś znajduje się Federalne Służby Bezpieczeństwa i Służby Graniczne
Staw w Czystych Rudach zamieniony został w lodowisko



Najbardziej pamiętliwą atrakcją zimy sla nas pozostaną tutejsze lodowiska - popularne wśród młodych i starszych, oświetlone, z muzyką i nie mówimy tu o boiskach zalanych woda a o paru kilimetrach alejek w parku zamienionych w lodowiskach lub stawach w parku zamienionych w lodowiska.
Sceneria i oryginalność.
Jedna z bram wejsciowych




Największe lodowisko w Moskwie to VDNKh (potężne centrum wystawowo - rozrywkowe z potęznymi budynkami reprezętującymi różne republiki byłego ZSRR).
Ciekawe miejsce nie tylko ze wzglegu na ladowisko ale także jego historię, o ktorej napiszę jak sie kiedyś zabiorę do napisania o pomnikach i interesujacych miejscach w Moskwie)
Lodowisko ma ponad 3km ścieżek, scenę z live muzyką,małe budki z jedzeniem gdzie się wchodzi w łyżwach.
VDNKh ma zdecydowanie najlepszą scenerie - wejscie z wynajmem łyżw 500RUB = 31PLN 





Naszym ulubionym i najczęściej odwiedzanym lodowiskiem było lodowisko w Gorki Park - było mniejsze niz VDNK i bardziej "przytulne" no i poza tym było 20min na piechotę od nas i miało bardzo fajną włoską restauracje (można było wchodzic w łyżwach).




















W porównaniu do UK gdzie nawet najmiejsze opady śniegu paraliżuja wszystko tu w Moskwie wiedzą jak radzić sobie z zimą. Piaskarki wczesnym rankiem zawsze były na drogach i nigdy nie mieliśmy problemów z dojazdem samochodem do pracy. Transport publiczny i lotniska też funkcjonowały mimo opadów śniegu. 
Rzeka Moskwa koło Parku Gorkiego

Saturday, 7 March 2015

Dzien Kobiet 2015-03-08

Do Moskwy sprowadzono ponad 50mln kwiatow. Dlaczgo? W niedzielę 8 marca jest Dzien Kobiet.

Dzien kobiet wielu kojarzy się ze swiętem PRL, które przyszło z ZSRR. Ale tylko niektórzy wiedzą, ze Dzień Kobiet zapoczątkowany zoslał przez Miedzynarodowke Socjalistyczna w Kopenhadze w 1910 roku w którym wzięły udział przedstawicielki z 17 krajów. Dzień ten miał służyć krzepieniu walki o równouprawienie kobiet. W Rosji świętuje się go od 1913 roku, gdy 8 marca odbyły sie wielkie protestacje kobiet pod hasłem "chleb i pokój", Dzień Kobiet został wpisany jako święto w Rosji w 1917 roku. Od 1965 jest dniem wolnym od pracy na mocy dekretu Prezydium ZSRR by symbolizować zasługi kobiet w budowaniu komunizmu i zasługom koniet w II Wojnie światowej. Dziś jest to jedno z najbardziej świetowanych świąt w Rosji.


A teraz trochę jak Dzień Kobiet jest świętowany w Rosji? Nie wiem jak to jest w innych biurach ale u to jak świętowaliśmy u nas w biurze ciężko będzie przebić. A było to tak:




każda dziewczyna wchodząc do budynku dostawała czerwoną róże i witana była przez wystrojonych chłopaków













schody wiodące na recepcje udekorowane były płatkami różanymi - bardzo romantyczne














na recepcji czekała na nas czekoladowa fontanna z owocami, którą serwowali 3 "wielcy" dyrektorzy




a wszystko to odbywało się do dzwięków klasycznej muzyki











o 9:30 wszystkie dziewczyny w teamu zostały zaproszone na zabawne skecze nakręcone przez chłopaków - w jednym z nich wziął udział Michal

bardzo zabawne











a potem było więcej czekolady, owoców i "prawdziwej" kawy serwowanej przez chlopakow
to wszystko w atmosferze "live" muzyki

po takim początku ciężko było się skoncentrować

na sali przez pare godzin przygrywał skrzypek 













w południe bylam posiadaczką nie tylko rózy ale też pięknego bukietu białych tulipanow i zabawnego stojaka na komórke
















a potem było James Bond party
live muzyka, koktajle, szampan, kanapeczki

chlopaki w smokingach











W Rosji przywiązuje się dużą wagę do Dnia Kobiet a największe zdziwienie było to, ze tak dużo ludzi na wysokich stołkach brało tak aktywny udział. Włożono wiele energii i pomyślunku by ten dzień był specialny i niezapomniany i udalo im się - to był super dzień.

W tym blogu chciałam się podzielić z Wami wrażeniami, bo po to tu przyjechaliśmy. Celem nie było przekonywanie Was że  Dzien Kobiet powinno się znów obchodzic. Ale bez względu na wasze poglądy wszystkie dziewczyny lubią dostać czas od czasu niespodziewany bukiet kwiatów lub czekoladke lub jakis iną niespodziankę.

Saturday, 21 February 2015

Rosja - 23/02 Dzien Obroncow Ojczyzny

23 lutego w Rosji,to Dzień Obrońcy Ojczyzny (ros. День защитника Отечества) jeszcze z czasow ZSRR. Jest to dzien wolny od pracy, utworzony dla utrzczenia pierwszego zwyciestwa Armii Czerwonej na Niemcami w 1918 roku pod Pskoweem i Narwa (nie ma to poparcia w faktach historycznych),
Oficialnie to swieto "kobiet i mezczyzn walczacych o wolnosc ojczyzny" ale w rzeczywistosci to odpowiednik Dnia Mezczyzny - to dzien gdy plec silna akceptuje prezenty i zyczenia od plci pieknej.
W pracy przygotowania do tego swieta trwaly przeszlo tydzien - bylo duzo pomyslow i jeszcze wiecej emailow o tym coby to nie przygotowac naszym mezczyzna. Dziewczyny z kazdego teamu zawziecie myslaly i planowaly, No i dziewczyny stanely na wysokosci zadania bo bylo kasyno royal (profesionalne drinki + stoly do hazardu), byla tez wyzerka (no bo przeciez do mezczyzny serca najlatwiej przez zoladek), byly tez seksy stuardesy w obcislych krotkich spodniczkach chodzace z wozkiem miedzy biurkami serwujace kawe no i byly striptiserki (troche zadziwiajace ale na pewno do zapamietania na dlugo). Zbytnio nie wiem czemu az tak zdziwiona jestem bo przeciez co niektorzy trzymaja na biurkach akwarium z rybkami i jest tez nawet jedno akwarium z duzym pajakiem na biurku.

Swieto o ktorym nie slyszelismy wczesniej - ale przyjechalismy tu po wrazenia a dzisiejsze celebracje w biurze do nich sie zaliczaja.

Nastepne swieto to 8 marca - Dzien Kobiet. Ciekawe co mezczyzni zorganizuja swoim kobietka?

Tuesday, 10 February 2015

Lanzarote 2015/02


Relacja z poprzedniego wyjazdu 2014

Podobnie jak w zeszłym roku, tak i w tym wybraliśmy się do Lanzarote, aby spędzić ferie zimowe w rodzinnym gronie i sportowej atmosferze.

IMG_3312
Jest ona jedną z Wysp Kanaryjskich, stanowi część Hiszpanii, ale geograficznie ich terytorium zalicza się do Afryki. Klimat jest tu łagodny, temperatury roczne wahają się w granicach 17–23°C. Nam przyszło doświadczać „mrozów” rzędu nawet 16°C, „cieszyć się” często zachmurzonym niebem i być smaganymi wiatrami od oceanu, czyli z każdej możliwej strony. 
Zatrzymaliśmy się w klubie La Santa, znajdującym na północnym wybrzeżu wyspy w jej środkowej części. Klub ten jest kompleksem sportowo-rekreacyjnym oferującym przybyłym szeroki wachlarz typów aktywności fizycznej, jak również bardzo dobrze wyposażoną bazę. Można biegać, uprawiać triathlon, pływać na desce, chodzić na zumbę, jogę, pilates i stretching, grać w piłkę, koszykówkę, badmintona, tenisa i softball, jak również zająć się wieloma innymi formami ruchu samodzielnie lub pod okiem instruktorów.

Sobota
Zakwaterowawszy się w naszym apartamencie z widokiem na skały wulkaniczne, ocean oraz akwen do windsurfingu i innych sportów wodnych, zjedliśmy po sałatce, a zegar pokazywał, że niewiele czasu zostało Słoniowi i Umie do pierwszego startu w barwach KB Goch w 2015 roku. Do wyboru były dwa dystanse: 5 i 10 km. Trasę stanowiła pięciokilometrowa pętla wokół klubu z nawrotem w miejscowości La Santa. Na starcie spotkali oni „starych znajomych” z pobytu w 2014 roku. I tak jak rok temu, pierwszy na mecie zameldował się Anthony z Wlk. Brytanii. Na pokonanie 10 km potrzebował on 36 minut i 23 sekundy. Drugie miejsce przypadło Słoniowi (39:23), z kolei Uma ukończył 5 km na pierwszym miejscu w czasie 20:05.


Niedziela
Drugi dzień pobytu był dniem wolnym od uczestnictwa w jakichkolwiek zawodach, aczkolwiek oznaczać to nie mogło w żadnym razie, że spędzonym w pozycji horyzontalnej. Słoń przejechał sobie 70 km rowerem, a pozostali udali się na targ w Teguise, który jest jedną z największych atrakcji, jakie wyspa ma do zaoferowania.
W niedzielne przedpołudnia wąskie uliczki zatarasowywane są straganami oferującymi biżuterię z lawy wulkanicznej, pasmanterię, wino z pobliskich winnic, lokalne rękodzieło oraz import z Afryki, niemieckie piwo i wurst, a także miejscowe przysmaki. Tłumy ludzi przeciskają się pomiędzy stoiskami i stolikami licznych kafejek i restauracji, kicz miesza się z południowym temperamentem w rytm muzyki wykonywanej na żywo i płynącej z głośników, a wokół rozbrzmiewa hiszpański, angielski, francuski, niemiecki, polski, duński i wiele innych języków.
Popołudnie minęło na squashu, stepie i technikach relaksacyjnych. Była to cisza przed poniedziałkową burzą…


Poniedziałek
Słoń rozpoczął krzątaninę na długo przed wschodem słońca, a śniadanie stanowiło pretekst do ustalenia strategii i koordynacji działań na najbardziej sportowy dzień całego pobytu w La Santa.
O 7:45 przy linii startu zjawili się zawodnicy zdecydowani wziąć udział w duathlonie (bieg 2,5 km – rower 14,6 km – bieg 2,5 km). Pośród zgromadzonych były dwa teamy o nazwie kolejno Klub Biegacza Goch I (Ola w biegówkach i Słoń w kasku) i Klub Biegacza Goch II (Uma w biegówkach i Włodziu oparty o ramę roweru). Zarówno osoby startujące indywidualnie, jak i biegacze poszczególnych teamów, wyruszyli oni na trasę ze startu wspólnego.
Najszybszym zawodnikiem na bardzo wietrznej (jakimś cudem zawsze było pod wiatr) i pagórkowatej trasie był Anders z Danii uzyskując czas 51:27 (09:22-32:04-10:02). W klasyfikacji teamów pierwsze miejsce zajął KB Goch I w czasie łącznym 56:51 (13:52-28:11-14:49), a na trzecim miejscu uplasował się KB Goch II, któremu na pokonanie trasy potrzebne było 59:55 (08:49-42:04-09:02). Duch olimpizmu zwyciężył, nie liczyło się to, że niektórym chciało się rzygać, inni dorobili się odcisków albo musieli od nowa uczyć się chodzić, to jednak postawa i zaangażowanie były cechami godnymi naśladowania.

Wczesnym popołudniem pod czujnym okiem Oli Marysia wzięła udział w Play Time Olympic Day.
Bez taryfy ulgowej ze strony coacha, nasza młoda zawodniczka zaprezentowała ducha olimpizmu rzucając piłką, skacząc w dal, finiszując na mecie sprintu i dystansu 400 metrów. Uśmiech na twarzy, medal na piersiach i dyplom w dłoniach dowodzić mogą jedynie satysfakcji, jaką nasza juniorka odczuwała po ceremonii.

W tym samym czasie team Klub Biegacza Goch w składzie Słoń i Uma wziął udział w aquathlonie. 200 metrów w wodzie i 3 kilometry wokół La Santy najszybciej pokonał Bill z Wlk. Brytanii uzyskując wynik 15:53 (03:25-12:29), a po nim na linię mety wbiegł zwycięski w klasyfikacji zespołowej KB Goch w czasie 16:54 (04:02-12:52). Popołudnie i wieczór minęły na udziale w lekcjach hula hoop, AB attack, pływania i dynamicznej jogi, a zwieńczeniem był coponiedziałkowy show przygotowany przez instruktorów Green Team…

Wtorek
Powtórka z rozrywki. Wczesna pobudka, śniadanko i zbiórka za kwadrans ósma na starcie do półmaratonu (trzy pętle po 7 km). Wszyscy uczestnicy zwarci i gotowi, uzbrojeni w chipy i do startu – gotowi – start!!!
Od samego początku na prowadzenie wysunął się Michał, którego też i nie oddał do końca. Rywalizacja nie była zbyt zacięta, a każda z osób na trasie zmagać musiała się z wiatrem, podbiegami, na których był on zawsze czołowy, no i z samym sobą.

Większość zawodniczek i zawodników zdecydowała się przebiec jedynie jedną lub dwie pętle. Trzy pętle pokonało jedynie czterech biegaczy. Pierwszy przekroczył linię mety Michael Goch (1:27:29), drugi – Daniel Goch (1:30:08), trzeci – Anders z Danii (1:36:23), a czwarty – John z Wlk. Brytanii.

Popołudnie spędziliśmy regenerując się i jeżdżąc rowerami po okolicy. Wiatr od strony oceanu zatrzymywał nas niemalże całkowicie na zjazdach, ale na szczęście przy podjazdach zdawał się być naszym sprzymierzeńcem.

Obiad zjedliśmy w Caleta de Famara w restauracji z widokiem na plażę, na której wywieszone były czerwone flagi, co oznaczało, że miłośnicy różnych odmian surfingu musieli zrobić sobie wolne popołudnie…


Środa
Dzień świstaka. Wczesna pobudka, śniadanko i na start. Tym razem triathlon. KB Goch w składzie Michał i Daniel stawił się niezawodnie przy basenie na odprawie punktualnie o 7:45. Podział obowiązków był taki sam jak w poprzednim roku: 400 m w wodzie i 14,6 km pedałowania należało do Słonia, a 4,5 km miała przebiec Uma.

Biorąc pod uwagę intensywność kilku ostatnich dni nie poszło źle. Straty po pływaniu (8:08) do pierwszych trzech zawodników startujących indywidualnie nie udało się zniwelować, ale po dobrym występie Słonia na rowerze (28:23) i wyprzedzeniu kilku rywali, udało się KB Goch wyruszyć na trasę biegu na czwartym miejscu, którego nie oddali do mety (17:58), zajmując tym samym pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej.

Gdy gorączka rywalizacji opadła, Agata z Włodziem pojechali wspiąć się na pobliski krater, Słonik wybrał się popedałować po okolicy, a Ola, Marysia i Daniel podjechali rowerami do kawiarni w La Sancie, gdzie wszyscy spotkali się by wypić sok i zjeść małe co nieco. Później ekipa rozdzieliła się: część poszła się „relax and unwind”, a część rzuciła się do wymiany ciosów piłeczką do squasha. Potem jeszcze wieczorny truchcik, kolacja i dzień się skończył…

Czwartek
Coś się zmieniło i choć widok za oknem był ten sam, to dnia świstaka nie było. Słonik nie zaczął się krzątać po kiblu i kuchni o 6:00, co też oznaczało, że czas rywalizacji w porannych zawodach już minął. Idąc na TRX Suspension Training, Marysia została w przedszkolu, a my poszliśmy ponaciągać się po „spadochroniarsku”.
Około południa Słonik i Uma wsiedli na rowery i popedałowali przez Tinajo i Timanfayę do El Golfo. Rozpogodziło się i ociepliło, co sprawiło, że przejechanie 32 km nie nastręczyło większych trudności. W tym samym czasie reszta ekipy pojechała na postój wielbłądów na zboczu Timanfayi, gdzie Marysia, Agata i Ola dołączyły do karawany wielbłądów.

Małą tradycją pobytu w Lanzarote jest wyprawa do malowniczo położonej restauracji Costa Azul. Pogoda zrobiła się na miarę stereotypu o Wyspach Kanaryjskich – wyszło słonko, chmury rozstąpiły się, fale rozbijały się o kamienie poniżej naszego stolika, na którego środku królował pyszny halibut.

Powrót samochodem po wizycie nad malowniczym jeziorem El Golfo and Los Hervidos w tlumaczeniu "wrzace wody" przebiegł bez zakłóceń, czego nie da się powiedzieć o powrocie rowerami. 

Rozpoczęło się od niemal pionowego kilometrowego podjazdu pod wiatr, po czym nastąpiło kolejne 10 km pod wiatr i głównie górę do Yayza, aż w końcu pięciokilometrowy podjazd pod Timanfayę (wiatr oczywiście czołowy), no i tylko 15 km z przewagą odcinków płaskich i zjazdów do La Santy. Ażeby oddać „Mein Kampf” Umichy, to najcelniej zilustrują to liczby: 64 km przejechane przez Umę i 74 km - przez Słonika (wszystkie nawrotki, rundki na rondzie itepe), aż w końcu wymiękł i z Tinajo pojechał już bez oglądania się wstecz. Umichy życiówka kilometrażowa rowerem w skali dnia wypadła co najwyżej blado biorąc pod uwagę fakt, że w…



Piątek
Słonik pojechał sobie pojeździć rowerem i coby zilustrować to cyfrą, to było to 106 km. Słonisia i Uma spotkali się z nim w Caleta de Famara, co zaowocowało odkryciem kafejek dwóch serwujących tanie i smaczne kanapki, co wespół ze sklepem w Soo stanowi tańszą i smaczniejszą alternatywę dla La Santy.
W tym samym czasie nastąpiły zakończone sukcesem testy polegające na przesadzeniu Marysi na rower o rozmiar większy, co ma zaowocować nowym rowerem na wiosnę. Reszta dnia minęła na uczestnictwie w „latającej” jodze, joggingu, pływaniu i pilates.
Marysia przedpołudnie spędziła w przedszkolu, gdzie stworzyła artystyczną wizję pt.: „Moje psy: Perełka i Saba”, a popołudniu zasmakowała w zaistnieniu w świecie kucharzy po udziale w programie „Pan Cake”.
Jest wieczór, Marysia śpiewa „Pana Andrzeja” z Arką Noego, a na patelni jest kolejny Pan Cake. Jutro…


Sobota

i wylot do Londynu o 17:25. Ale zanim to nastąpi, czekają nas ostatnie lekcje jogi i mały jogging. Potem jeszcze tradycyjny wypad do restauracji Balcón de Femes, kurs na aeropuerto w Arrecife i odlot do Londynu. A od jutra pogoda ma się poprawić i być zgodna ze stereotypową na jej temat opinią. Może następnym razem stereotyp ten zbiegnie się z naszym pobytem…



Summa summarum:
10 km – Michał (39:23)
5 km – Daniel (20:05)
Duathlon – KB Goch I (56:51): Ola (bieg – 2 x 2,5 km) i Michał (rower – 14,6 km)
Duathlon – KB Goch II (59:55): Daniel (bieg – 2 x 2,5 km) i Włodziu (rower – 14,6)
Aquathlon – KB Goch (16:54): Michał (pływanie – 200 m) i Daniel (bieg – 3 km)
Półmaraton – Michał (1:27:29) i Daniel (1:30:08)
Triathlon – KB Goch (54:28): Michał (pływanie – 400 m i rower – 14,6 km) i Daniel (bieg – 4,5 km)
Punkty do rankingu klubowego:
Michał: 133
Daniel: 140
:)