Saturday, 7 March 2015

Dzien Kobiet 2015-03-08

Do Moskwy sprowadzono ponad 50mln kwiatow. Dlaczgo? W niedzielę 8 marca jest Dzien Kobiet.

Dzien kobiet wielu kojarzy się ze swiętem PRL, które przyszło z ZSRR. Ale tylko niektórzy wiedzą, ze Dzień Kobiet zapoczątkowany zoslał przez Miedzynarodowke Socjalistyczna w Kopenhadze w 1910 roku w którym wzięły udział przedstawicielki z 17 krajów. Dzień ten miał służyć krzepieniu walki o równouprawienie kobiet. W Rosji świętuje się go od 1913 roku, gdy 8 marca odbyły sie wielkie protestacje kobiet pod hasłem "chleb i pokój", Dzień Kobiet został wpisany jako święto w Rosji w 1917 roku. Od 1965 jest dniem wolnym od pracy na mocy dekretu Prezydium ZSRR by symbolizować zasługi kobiet w budowaniu komunizmu i zasługom koniet w II Wojnie światowej. Dziś jest to jedno z najbardziej świetowanych świąt w Rosji.


A teraz trochę jak Dzień Kobiet jest świętowany w Rosji? Nie wiem jak to jest w innych biurach ale u to jak świętowaliśmy u nas w biurze ciężko będzie przebić. A było to tak:




każda dziewczyna wchodząc do budynku dostawała czerwoną róże i witana była przez wystrojonych chłopaków













schody wiodące na recepcje udekorowane były płatkami różanymi - bardzo romantyczne














na recepcji czekała na nas czekoladowa fontanna z owocami, którą serwowali 3 "wielcy" dyrektorzy




a wszystko to odbywało się do dzwięków klasycznej muzyki











o 9:30 wszystkie dziewczyny w teamu zostały zaproszone na zabawne skecze nakręcone przez chłopaków - w jednym z nich wziął udział Michal

bardzo zabawne











a potem było więcej czekolady, owoców i "prawdziwej" kawy serwowanej przez chlopakow
to wszystko w atmosferze "live" muzyki

po takim początku ciężko było się skoncentrować

na sali przez pare godzin przygrywał skrzypek 













w południe bylam posiadaczką nie tylko rózy ale też pięknego bukietu białych tulipanow i zabawnego stojaka na komórke
















a potem było James Bond party
live muzyka, koktajle, szampan, kanapeczki

chlopaki w smokingach











W Rosji przywiązuje się dużą wagę do Dnia Kobiet a największe zdziwienie było to, ze tak dużo ludzi na wysokich stołkach brało tak aktywny udział. Włożono wiele energii i pomyślunku by ten dzień był specialny i niezapomniany i udalo im się - to był super dzień.

W tym blogu chciałam się podzielić z Wami wrażeniami, bo po to tu przyjechaliśmy. Celem nie było przekonywanie Was że  Dzien Kobiet powinno się znów obchodzic. Ale bez względu na wasze poglądy wszystkie dziewczyny lubią dostać czas od czasu niespodziewany bukiet kwiatów lub czekoladke lub jakis iną niespodziankę.

Saturday, 21 February 2015

Rosja - 23/02 Dzien Obroncow Ojczyzny

23 lutego w Rosji,to Dzień Obrońcy Ojczyzny (ros. День защитника Отечества) jeszcze z czasow ZSRR. Jest to dzien wolny od pracy, utworzony dla utrzczenia pierwszego zwyciestwa Armii Czerwonej na Niemcami w 1918 roku pod Pskoweem i Narwa (nie ma to poparcia w faktach historycznych),
Oficialnie to swieto "kobiet i mezczyzn walczacych o wolnosc ojczyzny" ale w rzeczywistosci to odpowiednik Dnia Mezczyzny - to dzien gdy plec silna akceptuje prezenty i zyczenia od plci pieknej.
W pracy przygotowania do tego swieta trwaly przeszlo tydzien - bylo duzo pomyslow i jeszcze wiecej emailow o tym coby to nie przygotowac naszym mezczyzna. Dziewczyny z kazdego teamu zawziecie myslaly i planowaly, No i dziewczyny stanely na wysokosci zadania bo bylo kasyno royal (profesionalne drinki + stoly do hazardu), byla tez wyzerka (no bo przeciez do mezczyzny serca najlatwiej przez zoladek), byly tez seksy stuardesy w obcislych krotkich spodniczkach chodzace z wozkiem miedzy biurkami serwujace kawe no i byly striptiserki (troche zadziwiajace ale na pewno do zapamietania na dlugo). Zbytnio nie wiem czemu az tak zdziwiona jestem bo przeciez co niektorzy trzymaja na biurkach akwarium z rybkami i jest tez nawet jedno akwarium z duzym pajakiem na biurku.

Swieto o ktorym nie slyszelismy wczesniej - ale przyjechalismy tu po wrazenia a dzisiejsze celebracje w biurze do nich sie zaliczaja.

Nastepne swieto to 8 marca - Dzien Kobiet. Ciekawe co mezczyzni zorganizuja swoim kobietka?

Tuesday, 10 February 2015

Lanzarote 2015/02


Relacja z poprzedniego wyjazdu 2014

Podobnie jak w zeszłym roku, tak i w tym wybraliśmy się do Lanzarote, aby spędzić ferie zimowe w rodzinnym gronie i sportowej atmosferze.

IMG_3312
Jest ona jedną z Wysp Kanaryjskich, stanowi część Hiszpanii, ale geograficznie ich terytorium zalicza się do Afryki. Klimat jest tu łagodny, temperatury roczne wahają się w granicach 17–23°C. Nam przyszło doświadczać „mrozów” rzędu nawet 16°C, „cieszyć się” często zachmurzonym niebem i być smaganymi wiatrami od oceanu, czyli z każdej możliwej strony. 
Zatrzymaliśmy się w klubie La Santa, znajdującym na północnym wybrzeżu wyspy w jej środkowej części. Klub ten jest kompleksem sportowo-rekreacyjnym oferującym przybyłym szeroki wachlarz typów aktywności fizycznej, jak również bardzo dobrze wyposażoną bazę. Można biegać, uprawiać triathlon, pływać na desce, chodzić na zumbę, jogę, pilates i stretching, grać w piłkę, koszykówkę, badmintona, tenisa i softball, jak również zająć się wieloma innymi formami ruchu samodzielnie lub pod okiem instruktorów.

Sobota
Zakwaterowawszy się w naszym apartamencie z widokiem na skały wulkaniczne, ocean oraz akwen do windsurfingu i innych sportów wodnych, zjedliśmy po sałatce, a zegar pokazywał, że niewiele czasu zostało Słoniowi i Umie do pierwszego startu w barwach KB Goch w 2015 roku. Do wyboru były dwa dystanse: 5 i 10 km. Trasę stanowiła pięciokilometrowa pętla wokół klubu z nawrotem w miejscowości La Santa. Na starcie spotkali oni „starych znajomych” z pobytu w 2014 roku. I tak jak rok temu, pierwszy na mecie zameldował się Anthony z Wlk. Brytanii. Na pokonanie 10 km potrzebował on 36 minut i 23 sekundy. Drugie miejsce przypadło Słoniowi (39:23), z kolei Uma ukończył 5 km na pierwszym miejscu w czasie 20:05.


Niedziela
Drugi dzień pobytu był dniem wolnym od uczestnictwa w jakichkolwiek zawodach, aczkolwiek oznaczać to nie mogło w żadnym razie, że spędzonym w pozycji horyzontalnej. Słoń przejechał sobie 70 km rowerem, a pozostali udali się na targ w Teguise, który jest jedną z największych atrakcji, jakie wyspa ma do zaoferowania.
W niedzielne przedpołudnia wąskie uliczki zatarasowywane są straganami oferującymi biżuterię z lawy wulkanicznej, pasmanterię, wino z pobliskich winnic, lokalne rękodzieło oraz import z Afryki, niemieckie piwo i wurst, a także miejscowe przysmaki. Tłumy ludzi przeciskają się pomiędzy stoiskami i stolikami licznych kafejek i restauracji, kicz miesza się z południowym temperamentem w rytm muzyki wykonywanej na żywo i płynącej z głośników, a wokół rozbrzmiewa hiszpański, angielski, francuski, niemiecki, polski, duński i wiele innych języków.
Popołudnie minęło na squashu, stepie i technikach relaksacyjnych. Była to cisza przed poniedziałkową burzą…


Poniedziałek
Słoń rozpoczął krzątaninę na długo przed wschodem słońca, a śniadanie stanowiło pretekst do ustalenia strategii i koordynacji działań na najbardziej sportowy dzień całego pobytu w La Santa.
O 7:45 przy linii startu zjawili się zawodnicy zdecydowani wziąć udział w duathlonie (bieg 2,5 km – rower 14,6 km – bieg 2,5 km). Pośród zgromadzonych były dwa teamy o nazwie kolejno Klub Biegacza Goch I (Ola w biegówkach i Słoń w kasku) i Klub Biegacza Goch II (Uma w biegówkach i Włodziu oparty o ramę roweru). Zarówno osoby startujące indywidualnie, jak i biegacze poszczególnych teamów, wyruszyli oni na trasę ze startu wspólnego.
Najszybszym zawodnikiem na bardzo wietrznej (jakimś cudem zawsze było pod wiatr) i pagórkowatej trasie był Anders z Danii uzyskując czas 51:27 (09:22-32:04-10:02). W klasyfikacji teamów pierwsze miejsce zajął KB Goch I w czasie łącznym 56:51 (13:52-28:11-14:49), a na trzecim miejscu uplasował się KB Goch II, któremu na pokonanie trasy potrzebne było 59:55 (08:49-42:04-09:02). Duch olimpizmu zwyciężył, nie liczyło się to, że niektórym chciało się rzygać, inni dorobili się odcisków albo musieli od nowa uczyć się chodzić, to jednak postawa i zaangażowanie były cechami godnymi naśladowania.

Wczesnym popołudniem pod czujnym okiem Oli Marysia wzięła udział w Play Time Olympic Day.
Bez taryfy ulgowej ze strony coacha, nasza młoda zawodniczka zaprezentowała ducha olimpizmu rzucając piłką, skacząc w dal, finiszując na mecie sprintu i dystansu 400 metrów. Uśmiech na twarzy, medal na piersiach i dyplom w dłoniach dowodzić mogą jedynie satysfakcji, jaką nasza juniorka odczuwała po ceremonii.

W tym samym czasie team Klub Biegacza Goch w składzie Słoń i Uma wziął udział w aquathlonie. 200 metrów w wodzie i 3 kilometry wokół La Santy najszybciej pokonał Bill z Wlk. Brytanii uzyskując wynik 15:53 (03:25-12:29), a po nim na linię mety wbiegł zwycięski w klasyfikacji zespołowej KB Goch w czasie 16:54 (04:02-12:52). Popołudnie i wieczór minęły na udziale w lekcjach hula hoop, AB attack, pływania i dynamicznej jogi, a zwieńczeniem był coponiedziałkowy show przygotowany przez instruktorów Green Team…

Wtorek
Powtórka z rozrywki. Wczesna pobudka, śniadanko i zbiórka za kwadrans ósma na starcie do półmaratonu (trzy pętle po 7 km). Wszyscy uczestnicy zwarci i gotowi, uzbrojeni w chipy i do startu – gotowi – start!!!
Od samego początku na prowadzenie wysunął się Michał, którego też i nie oddał do końca. Rywalizacja nie była zbyt zacięta, a każda z osób na trasie zmagać musiała się z wiatrem, podbiegami, na których był on zawsze czołowy, no i z samym sobą.

Większość zawodniczek i zawodników zdecydowała się przebiec jedynie jedną lub dwie pętle. Trzy pętle pokonało jedynie czterech biegaczy. Pierwszy przekroczył linię mety Michael Goch (1:27:29), drugi – Daniel Goch (1:30:08), trzeci – Anders z Danii (1:36:23), a czwarty – John z Wlk. Brytanii.

Popołudnie spędziliśmy regenerując się i jeżdżąc rowerami po okolicy. Wiatr od strony oceanu zatrzymywał nas niemalże całkowicie na zjazdach, ale na szczęście przy podjazdach zdawał się być naszym sprzymierzeńcem.

Obiad zjedliśmy w Caleta de Famara w restauracji z widokiem na plażę, na której wywieszone były czerwone flagi, co oznaczało, że miłośnicy różnych odmian surfingu musieli zrobić sobie wolne popołudnie…


Środa
Dzień świstaka. Wczesna pobudka, śniadanko i na start. Tym razem triathlon. KB Goch w składzie Michał i Daniel stawił się niezawodnie przy basenie na odprawie punktualnie o 7:45. Podział obowiązków był taki sam jak w poprzednim roku: 400 m w wodzie i 14,6 km pedałowania należało do Słonia, a 4,5 km miała przebiec Uma.

Biorąc pod uwagę intensywność kilku ostatnich dni nie poszło źle. Straty po pływaniu (8:08) do pierwszych trzech zawodników startujących indywidualnie nie udało się zniwelować, ale po dobrym występie Słonia na rowerze (28:23) i wyprzedzeniu kilku rywali, udało się KB Goch wyruszyć na trasę biegu na czwartym miejscu, którego nie oddali do mety (17:58), zajmując tym samym pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej.

Gdy gorączka rywalizacji opadła, Agata z Włodziem pojechali wspiąć się na pobliski krater, Słonik wybrał się popedałować po okolicy, a Ola, Marysia i Daniel podjechali rowerami do kawiarni w La Sancie, gdzie wszyscy spotkali się by wypić sok i zjeść małe co nieco. Później ekipa rozdzieliła się: część poszła się „relax and unwind”, a część rzuciła się do wymiany ciosów piłeczką do squasha. Potem jeszcze wieczorny truchcik, kolacja i dzień się skończył…

Czwartek
Coś się zmieniło i choć widok za oknem był ten sam, to dnia świstaka nie było. Słonik nie zaczął się krzątać po kiblu i kuchni o 6:00, co też oznaczało, że czas rywalizacji w porannych zawodach już minął. Idąc na TRX Suspension Training, Marysia została w przedszkolu, a my poszliśmy ponaciągać się po „spadochroniarsku”.
Około południa Słonik i Uma wsiedli na rowery i popedałowali przez Tinajo i Timanfayę do El Golfo. Rozpogodziło się i ociepliło, co sprawiło, że przejechanie 32 km nie nastręczyło większych trudności. W tym samym czasie reszta ekipy pojechała na postój wielbłądów na zboczu Timanfayi, gdzie Marysia, Agata i Ola dołączyły do karawany wielbłądów.

Małą tradycją pobytu w Lanzarote jest wyprawa do malowniczo położonej restauracji Costa Azul. Pogoda zrobiła się na miarę stereotypu o Wyspach Kanaryjskich – wyszło słonko, chmury rozstąpiły się, fale rozbijały się o kamienie poniżej naszego stolika, na którego środku królował pyszny halibut.

Powrót samochodem po wizycie nad malowniczym jeziorem El Golfo and Los Hervidos w tlumaczeniu "wrzace wody" przebiegł bez zakłóceń, czego nie da się powiedzieć o powrocie rowerami. 

Rozpoczęło się od niemal pionowego kilometrowego podjazdu pod wiatr, po czym nastąpiło kolejne 10 km pod wiatr i głównie górę do Yayza, aż w końcu pięciokilometrowy podjazd pod Timanfayę (wiatr oczywiście czołowy), no i tylko 15 km z przewagą odcinków płaskich i zjazdów do La Santy. Ażeby oddać „Mein Kampf” Umichy, to najcelniej zilustrują to liczby: 64 km przejechane przez Umę i 74 km - przez Słonika (wszystkie nawrotki, rundki na rondzie itepe), aż w końcu wymiękł i z Tinajo pojechał już bez oglądania się wstecz. Umichy życiówka kilometrażowa rowerem w skali dnia wypadła co najwyżej blado biorąc pod uwagę fakt, że w…



Piątek
Słonik pojechał sobie pojeździć rowerem i coby zilustrować to cyfrą, to było to 106 km. Słonisia i Uma spotkali się z nim w Caleta de Famara, co zaowocowało odkryciem kafejek dwóch serwujących tanie i smaczne kanapki, co wespół ze sklepem w Soo stanowi tańszą i smaczniejszą alternatywę dla La Santy.
W tym samym czasie nastąpiły zakończone sukcesem testy polegające na przesadzeniu Marysi na rower o rozmiar większy, co ma zaowocować nowym rowerem na wiosnę. Reszta dnia minęła na uczestnictwie w „latającej” jodze, joggingu, pływaniu i pilates.
Marysia przedpołudnie spędziła w przedszkolu, gdzie stworzyła artystyczną wizję pt.: „Moje psy: Perełka i Saba”, a popołudniu zasmakowała w zaistnieniu w świecie kucharzy po udziale w programie „Pan Cake”.
Jest wieczór, Marysia śpiewa „Pana Andrzeja” z Arką Noego, a na patelni jest kolejny Pan Cake. Jutro…


Sobota

i wylot do Londynu o 17:25. Ale zanim to nastąpi, czekają nas ostatnie lekcje jogi i mały jogging. Potem jeszcze tradycyjny wypad do restauracji Balcón de Femes, kurs na aeropuerto w Arrecife i odlot do Londynu. A od jutra pogoda ma się poprawić i być zgodna ze stereotypową na jej temat opinią. Może następnym razem stereotyp ten zbiegnie się z naszym pobytem…



Summa summarum:
10 km – Michał (39:23)
5 km – Daniel (20:05)
Duathlon – KB Goch I (56:51): Ola (bieg – 2 x 2,5 km) i Michał (rower – 14,6 km)
Duathlon – KB Goch II (59:55): Daniel (bieg – 2 x 2,5 km) i Włodziu (rower – 14,6)
Aquathlon – KB Goch (16:54): Michał (pływanie – 200 m) i Daniel (bieg – 3 km)
Półmaraton – Michał (1:27:29) i Daniel (1:30:08)
Triathlon – KB Goch (54:28): Michał (pływanie – 400 m i rower – 14,6 km) i Daniel (bieg – 4,5 km)
Punkty do rankingu klubowego:
Michał: 133
Daniel: 140
:)

Monday, 17 November 2014

Moskwa Parks (2) - 2014/11

Moskwa - najbardziej zaludnione miasto w Europie z 15mln i zarazem najbardzej zielone bo 40% to parki i lasy. Na papierze ta zielonosc wyglada lepiej, w rzeczywistosci sa wielkie polacie zieleni otoczone mnostwem wysokich wiezowcow. To powiedziawszy parki same w sobie sa imponujace.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Park Gorkiego (pelna nazwa to Glowny Park Kultury i Wypoczynku im. Maxima Gorkiego) - najbardziej popularny park Moskwy zalozony w 1820 roku przez znanego tutejszego architekta Konstantina Mielnikova. Po upadku komunizmu zamieniony zostal w centrum rozrywki, pojawily sie wesole miasteczko, diabelskie mlyny, budki z jedzeniem, Ale przez ostanie pare lat postanowiono przywrocil parkowi dawny czar. Dzis to bardzo sportowy park, wieczoram pelno tam biegaczy, klas na swiezym powietrzu, mlodziezy jezdzacych na wrotkach. Jest pare przyjemnych restauracyjek - przyjemne miejsce na poranna przebiezke lub wieczorna kolacje,


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sokolniki nazwa wywodzi sie od polowan z sokolami, popularnej formy rozrywki w czasach carskich. Zalozony zostal przez ojca cara Piotra Wielkiego, zagozalego zwolenninka polowan z sokolami. To typowy moskiewski park - labirynt alejek przez sosnowy las, wesole miasteczko dla dzieci i mnostwo budek sprzedajacych pieczone pierozki.centrum i polnocna czesc parku pozostala dzika i porosnieta glownie klonami i debami, ktore sa typowe dla okolic Moskwy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Park Pobiedy (Zwyciestwa) otwarty50 lat od zakonczeniy II wojny Swiatowej (tu zwana Wielka Wojna Ojczyzniana a okres jej trawania uznaje sie 1941-1945 czyli liczy sie ja od ataku Hitlera na Rosje and nie od 1939).

Wszystko tu przemyslane i symboliczne. Posrodku placu znajduje sie 141,9 metrowy obelisk (1419 dni trwala wojna). Na szczycie stoi bogini zwyciestwa Nike a na bokach obeliska wygrawerowane sa daty bitw,

Za placem potezne muzeum poswiecone Wojnie Ojczyznianej (II wojnie Swiatowej).



Park jest potezny i imponujacy. Dluga aleja „Lata wojny” (ros. „Годы войны”) prowadzi do Placu Zwyciestwa, gdzie znajduje sie 1418 fontann umieszczonych na 5 poziomach- liczba nie jest przypadkowa,kazda fontanna symbolizuje 1 dzien wojny a kazdy poziom symbolizuje rok trwania wojny.



I to nie wszystkie atrakcje parku. Pod golym niebem jest spora ekspozycja czolgow, wyrzutni rakiet i wagony kolejowe z dzialami armatnimi.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Izmaylovo to ciekawy kompleks skladajacy sie z parku, rynku i Malego Kremlina.

Park jest typowy, podobnie jak Sokolniki - las z alejkami, budkami z jedzeniem, malym wesolym miasteczkiem i malym jeziorkiem bedacym punktem glownym parku.
kawalki lodu na zamarznietym jeziorku w Imaylovo
Rynek dla turystow szukajacych pamiatek i wielbicieli antykow. Turysci moga tu kupic po bardziej rozsadnej cenie matroszki i inne pamiatki albo zaopatrzyc sie w porzadna czapke uszatke na zime. Ku naszemu zdziwieniu byl duzy wybor skor wilkow i niedzwiedzich. Szczegolne wrazenie zrobila na nas oczy wilka - zielone jakies takie przeszywajace. 
A czesci z antykami wygladala imponujaco ale niestety nie znamy sie na tyle by ocenic autentycznosc przedawanych tam starych ikon i pamiatek z wojny.



Maly Kremlin orgynalnie zbudowany jako kompleks weselny w stylu sredniowiecznej Moskwy (budowe zakonczono w 2007). Obecnie oprocz kompleksu weselnego jest otwartym museum dla dzieci i wesolym miasteczkiem. Na terenie Kremlina znajduje sie museum wodki - czescia zwiedzania jest probowanie :) ora muzeum chleba.
Z daleka wyglada znacznie bardziej imponujaco niz z bliska.


Zima nadchozi - zamiast chodzic po parkach trzeba bedzie zaczac zwiedza muzea bo cieplej.

Tuesday, 23 September 2014

Moskwa (1) - 2014/09


Wszystko toczy sie tak szybko ostatnio, że nie ma nawet czasu zastanowić się nad tym co się dzieje. 
Miesiąc temu jeszcze podróżowaliśmy po USA. Od tego czasu tyle sie zdarzyło, Nasz naczelny redaktor Umicha wrócił do szkoły uczyć dzieci a my od 3 tygodni osiedlamy się w Moskwie. Poniższy blog z pewnością nie spełni wymoów ex-redaktora Umichy i zdjęcia nie spotkają się z jego aprobatą ależ cóż niestety nie każdy urodził sie z polotem do pisania.

Trochę cieżko jest nam sie przestawić to mieszkania w 15 milionowej Moskwie. Plac Czerwony jest imponujący ale Moskwa jako miasto nie robi na nas zbyt pozytywnego wrażenia jak do tej pory - jest sporo parków i sporo betonu egzystujacego obok siebie ale niestety nie zawsze w harmoni. Jak do tej pory skupialiśmy sie na szukaniu dachu nad głową i nie miesliśmy za dużo czasu pozwiedzać ani porzadnych zdjęc. Ale w weekend byliśmy w centrum handlowym, których tu wiele, i byliśmy zaskoczeni szeroką selekcja brand europejskich oraz ładną prezentacją - to jakby 2 rózne światy - na zewnątrz betonowa w środku luksusowa (ceny troche droższe niż w Londynie i trochę tańsze niz w Niemczech).
Katedra Św Bazyliego w Moskwie na placu czerwonym - robi wrażenie, wygląda jak na filmach z bajek Disneya
Nadrzeże rzeki Moskwy tuż pod Kremlem
Centrum to mixtura starej i nowej zabudowy. Szukając mieszkania do wynajęcia mieliśmy okazje odwiedzić dość sporo apartamentów. Zadziwiający był fakt, że stare bydynki nawet jak sa odnowione z zewnątrz to klatki schodowe mają bardzo obskurne. Wystrój i wykończenie co niektórych apartamentów był dla nasz jakby to powiedzieć dyplomatycznie dość "szokujący" zważywszy na bardzo wysoką cenę nawet jak na warunki europejskie. Poza tym należy dodać, że Moskwa nie należy do miast tanich, jest droga. 
niedaleko pracy - ładna cerkiew otoczona wieżowcami
w drodze do pracy - ceny paliwa 3 PLN za litr
W Moskwie drogi pod względem nawierzchni są nie najgorsze ale rzekomo jak sie tylko wyjedzie z miasta to stan dróg się momentalnie pogarsza - jeszcze nie testowaliśmy. Wiele dróg jest jednokierunkowych. Siemio lub pięcio pasmówki to standard ale co nas najbardziej zdziwiło to robienie zwrotów na tych wielopoasmówkach - gdyż pozwolenie na skręt w lewo jest tu rzadki. Moskwa ma 3 wielkie obwodnice i przecięcie ich nie jest łatwe - my jadąc do pracy musimy nadrabiać 2km, zrobic u-skręt po czym wrócić 2km by skręcić w lewo. Jezdzi się tu bardzo agresywnie i pojęcie "wpuszczenia kogoś" nie instenieje u moskwianinow. Za skręt w miejscu niedozwolonym grozi kara pozbawienia prawa jazdy na 4 do 6 miesięcy. Czekamy na dzień by dojechać i wrócic z pracy i nie być świadkiem jakiejś stluczki aczkolwiek przy tutajszej agresji na drogach jest to mało prawdopodobne.
A - nasze mieszkanie B - nasza praca (14km, 30min rano, 40-50 wieczorem)
Moskwa to czyste miasto, drogi i chodniki są myte pare razy dziennie. I jest to bardzo bardzo wkurzające szczególnie jak sie ma sportowe buty, ktore wsysają wode bo od razu całe nogi są mokre. 


w sobotnie popołudnie pod ikea, korki spore ale drogi trzeba umyć wiec wszystkie samochody wloką sie za zmywarkami
Co sobotę o 9 rano w Parku Gorkiego (wielki park jakieś 20min na piechotę od nas) dbywają się parkowe biegi na 5km. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu park tętni życiem wieczorami nawet w środku tygodnia - są tam lekcje tańca na świezym powietrzu, różne grupy ćwiczące na świeżym powietrzu, jeżdżą na rolkach no i restauracje w parku nie są najgorsze.
sobotni poranny bieg w parku Gorkiego (oczywiście drogi zostały umyte przed więc było mokro i ślisko)
21 wrzesnia w Moskwie odbyl sie II Moskieski Maraton połączony z biegiem na 10km. Słon startował na 10km i mimo wolnego czasu i  40 miejsca dostał parę nowych pomarańczowych boostow - ohhhh jak sie cieszył.
Slonia nagroda - dawno już nic nie sprawiło takiej radości
Drogi podczas maratonu były zamknięte, były barierki no i aby mię absolutną pewność że samochody nie przecisną się była tez blokada z cieżarówe zaparkowanych w poprzek drogi
Odnosnie restauracji - jest tu dość fajna sieć restauracji ukraińskich "Taras Bulba" z wyszywankami na stołach, kelnerami w ludowych strojach i wielkim wyborem pierogów ale nie są tak dobre jak te bytowskie, więc jakbyście kiedyś jechali w te strony to prosimy o przywiezienie smacznych pierogów (chyba że do tego czasu znajdziemy tu). Poza tym sushi jest tu niesamowicie popularne - japonśkie restauracji jest więcej niż pizzerii.

 To by było na tyle naszych pierwszych wrażeń z Moskwy - następnym razem postaramy się zrobić lepsze zdjęcia i trochę bardziej popracować nad tekstem.